
Archiwa kategorii: Sylwek
Szkoła rodzenia – szpital św. Zofii (Małgosia :)
Jedno ze zdjęć z tamtego czasu.

Wesele – 7 sierpnia 2004 – Nowe Miasto nad Pilicą
Resteuracja „LEO”. Dwa dni później dołączyliśmy do pielgrzymki
Ślub – 7 sierpnia 2004 – Goszczyn
7 sierpnia 2004 godz. 19:00
kościół p.w. Świętego Michała Archanioła w Goszczynie
na trasie 293 Pieszej Pielgrzymki Akademickiej Grup 17-tych do Częstochowy.
Pielgrzymka do Częstochowy 2003
Na pielgrzymki chodziliśmy od dawna. 17-ki. Magda chodziła w grupie Biało-Czerwonej, ja w Czerwono-Żółtej. Będąc już razem w dalszym ciągu chodziliśmy w osobnych grupach. Spotykaliśmy się na postojach i (w stosowny sposób
na noclegach.
Na poniższych zdjęciach nie ma Magdy. Otrzymałem je od jednego z pielgrzymów grupy Czerwono-Żółtej. Oddają klimat tamtego czasu. Są też po części wyjaśnieniem, dlaczego rok później zdecydujemy się wziąć ślub właśnie na pielgrzymce.
Nażeczeństwo (23.06.2003 – 7.08.2004)
26 czerwca 2003 – Zaręczyny
To zdjęcie nie było zrobione w trakcie oświadczyn. Ale to podobny czas
Pierwszy rok bycia razem
Zdjęcia ze ślubu i wesela Alicji i Zbyszka
Wcześniej czy później muszą się tu pojawić…
Kocham Moją Żonę!
Sylwek
Początek – czerwiec 2002
Niedziela, 23. 06. 2002.
Chciałbym wspomnieć o dwóch sprawach. Jednej dawnej drugiej, oj! – aktualnej!
Nieznajoma z pociągu
Jechałem pociągiem jakiś czas temu na rekolekcje. Był straszny tłok. Zająłem w jednym z przedziałów miejsce siedzące i poszedłem szukać nieco atrakcyjniejszego. Znalazłem. Poprosiłem więc o zatrzymanie go i udałem się po bagaże. W drodze minąłem pewną
dziewczynę. Uśmiechnąłem się, a ona nie pozostała mi dłużna. Gdy wsiadłem do przedziału zauważyłem, że owa dziewczyna nie znalazła miejsca w przedziale. Podszedłem do niej więc i zaproponowałem, że chętnie jej ustąpię miejsca. Uśmiechnęła się i powiedziała, że z miłą chęcią z propozycji tej skorzysta.
Stałem na korytarzu, tuż obok tego przedziału i przez odbicie w oknie mogłem obserwować co się dzieje w przedziale. Rzecz jasna sam też mogłem być w ten sposób obserwowany. Czytałem książkę z Teorii Gier. W trakcie jazdy widziałem, że owa dziewczyna wielokrotnie się do siebie uśmiechała w związku z całą sytuacją. Od czasu do czasu, gdy przyłapała mnie na tym, że patrzę, to uśmiechała się też do mnie.
Był bardzo sympatycznie. Po pewnym momencie wyszła i powiedziała, że chętnie teraz ona postoi. Ucieszyłem się i powiedziałem, że z miłą chęcią teraz posiedzę. Zrobiłem, jednakże zastrzeżenie, że chciałbym móc jeszcze ustąpić jej miejsca. Zgodziła się. Umówiliśmy się, że posiedzę pół godziny.
Gdy siedziałem w przedziale i czytałem książkę Edyty Stain – ,,Kobieta i jej zadania według natury i łaski”, pewna pani siedząca obok powiedziała, że coś z tego będzie. Proponowała bym umówił się z nią na jakąś herbatę. Było w sumie miło. Po 30 minutach wysiadłem i zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że studiuje na Akademii w Bydgoszczy, że śpiewa w chórze.
Było bardzo miło. Wysiedliśmy oboje na tej samej stacji i jakiś czas jeszcze rozmawialiśmy. Dla nas obojga było to miejsce na przesiadkę.
Oj jak ja lubię takie sytuacje. Ten radosny smutek, jaki towarzyszy, gdy wiesz, że za chwilę będziesz musiał ją oddać, pozwolić jej odejść. I że po części to sam tego chcesz, czujesz, że tak będzie lepiej. Pamiętam, że mocno się tą sytuacją wzruszyłem i bardzo
chciałem być potem dobry.
Do była sprawa pierwsza. Drugiej poświęcę nieco więcej czasu, a nawet, z racji, że jest już prawie druga w nocy, czyli poniedziałek – to zaszylduję go rozważaniami poniedziałkowymi.
Poniedziałek 24. 06. 2002
Już o niej pisałem. Urocza niewiasta o śmiechu jak słońce. Bardzo mi się od pewnego czasu podobała. A zatem kilka epizodów, przelotnych choć wdzięcznych.
Urocza Dziewczyna z D.A. „Studnia”
Wracaliśmy ze Studni… (To miejsce w ostatnim czasie wielokrotnie było dla mnie przyczyną nieznośnego smutku. Ale już odnajduję w sobie dużo (niestety jeszcze nie wyrażonej) życzliwości dla ,,wiaderka”. A i Ono zdaje się takową przejawiać i nie omieszkuje tego wyrażać. To nie prosta sprawa.)
No więc wracaliśmy ze Studni razem z Asią Żochowską, Pawłem Kuklikiem i Pawłem Fleszarem. Piłowałem paznokcie, bo czas był napięty, a ta czynność zajmuje mi około pół godziny (gitarzyści klasyczni tak mają
. Magda poprosiła mnie wówczas bym przestał. Nie chodzi o to, o co prosiła, ale oto, jak to zrobiła! No aż się chce piłować paznokcie, by usłyszeć taką prośbę.
Pierwsza decyzja
Koniec końców, postanowiłem zaprosić ją na wesele do Alicji i Zbyszka Opęchowskich. Odwiedziłem ją zatem pewnego wieczora na Łazienkowskiej. Zgodziła się i było sympatycznie. Później jeszcze raz przyjechałem do niej w sprawie ustalenia terminu próby scholi na ten ślub. Było sympatycznie (Aż się prosi, by zaczerpnąć z form elektronicznych i napisać
). Następnie była próba. Grał Hubert Gonciaż no i śpiewała jeszcze moja siostra Ania i Paweł Kuklik, który był przez nią zaproszony. Po próbie, a dzień przed weselem raz jeszcze Magdę odwiedziłem. (Mała dygresja. Nie zwykłem odwiedzać tak często dziewcząt i ten kolejny raz napełniał mnie lekkim niepokojem, czy nie za często przychodzę.)
Magda przywitała mnie (jak zwykle) radosnym uśmiechem, dając mi jednoznacznie do zrozumienia, że jestem gościem mile widzianym. Tego wieczoru opowiadałem jej trochę szczegółów z mojego doktoratu. Mówiłem o modelowaniu popytu, o Teorii Gier, o kryteriach podejmowania decyzji w grach przeciwko naturze (w szczególności rzecz jasna o kryterium Laskowskiego i Gawkowskiego). Było super. Magda była bardzo ciekawa i chętna by zrozumieć.
No i witamy dzień następny, czyli (przed)wczorajszy – sobota 22.06.2002. Tego samego dnia pobierali się Agnieszka Skorykow i Arek Jaworski, oraz Monika Banaszkiewicz i Krzyś Bednarz. Co ciekawe, gdybym się mógł rozstroić, to byłbym na każdym z wesel.
Wesele Alicji i Zbyszka
Ponieważ ja byłem zaproszony na sam moment błogosławieństwa w domu, aby tam pograć na gitarze, to też z resztą scholi umówiłem się już w kościele…
Jestem teraz zmęczony (to po tej imprezie), dlatego też przejdę do rzeczy. Bawiłem się wyśmienicie. Magda jest urocza. Skromna, wstydliwa (patrz Karol Wojtyła ,,Miłość i Odpowiedzialność”, tam o mocy i uroku wstydu dowiesz się wystarczająco dużo.}, serdeczna i bardzo pogodna.
Rzecz dla mnie istotna: nie miałem złudzeń, że lubi ze mną tańczyć. Praktycznie cała noc przetańczyliśmy. To w jaki sposób odpowiadała na moją inicjatywę poruszało mnie niezmiernie i wzruszało. Radosny uśmiech, dziewczęca radość, choć jak mi się zdawało, jakby w kwestii tańca troszkę uśpiona (Lub też – co brzmi o wiele lepiej – nie rozbudzona).
Są takie dwa zdjęcia, które ukazują klimat za jakim tęsknię i jakiego pragnę z serca. Oba ukazują z grubsza tę samą akcję – kobieta i mężczyzna stykają się nosami. W radości i przyjęciu siebie nawzajem.
To była urocza noc. Miałem wrażenie, że Magda należy do tej grupy dziewcząt, które są z jednej strony bardzo otwarte, przyjazne, a z drugiej strony, takie których nie można uwieść jakimś tanim tekstem (Był taki moment, że ot tak poprostu zaczepiałem i to nie
spotykało się ze zbyt porywającym odzewem).
Jednym słowem wyzwanie!
Echa wesela
Aż się sam boję. Wzruszyła mnie okrutnie! Chciałem ją dziś odwiedzić, ale sprawy się tak potoczyły, że mogłem to zrobić dopiero około 22:00. Zadzwoniłem więc. Magda powiedziała, że niemalże cały dzień miała przed oczami… że to tak jak z grzybami, które się widzi wszędzie, jeśli się tylko dostatecznie długo je zbierało, lub z literkami, które się wszędzie dostrzega, gdy piszesz długo na komputerze. Ale jazda! No tak się ucieszyłem, jak sto pięćdziesiąt.
Powiedziałem, jej żeby broń Boże nie wybierała się w najbliższym czasie na grzyby, ani nie siadała do komputera. Wspomniałem, że chciałem ją odwiedzić, ale że jest późno… powiedziała, że nie jest tak późno i że jeżeli chcę to mogę do niej przyjechać.
Jak to potem Pawłowi Kuklikowi powiedziałem, było to jak iskra wrzucona do baku z benzyną. Powiedziałem, że za piętnaście minut będę.
Szedłem szybciutko odmawiając koronkę do miłosierdzia Bożego (może to i ważne, którą z tych dwóch czynności robiłem szybciutko)
i… nie mając pewności, czy się jej za chwilę nie oświadczę.
Nie oświadczyłem się. Nawet opadły mi trochę emocje (i całe szczęście).
Słuchaliśmy płyty ,,Obrazki”, którą sprezentowałem każdemu ze scholi w dowód wdzięczności za wspólne śpiewanie.
Tak więc mam problem. Magda mi się bardzo podoba (To ciekawe, jest w pewnym sensie ,,zwyczajną” dziewczyną, a zarazem, gdy się jej bliżej przyjrzeć, tak niezwykłą). Nie chciałbym jej skrzywdzić i zepsuć tego, co już dobrego i miłego się zrodziło. Czuję jednocześnie, że w najbliższym czasie powinna się dokonać jakaś decyzja – we mnie!
Nie mogę się bawić jej uczuciami, nie wolno mi. To nie sztuka rozpalić ogień, a potem ot tak go pozostawić. Jeśli miałbym go pozostawić, to lepiej bym go w ogóle nie rozpalał.
Przeczuwam jednakże, że się już tli i że dużo zależy od moich najbliższych poczynań.
Przyjdź Panie Jezu! Przyjdź.
Małżeństwo jest dla szeregowców, a nie dla sztabu Chrystusowego.
bł. Josemaria Escriv’a
Twarda to mowa. Twarda.
Poniedziałkowy dzień 24. 06. 2002
Dostałem dziś od Magdy – jeszcze niedawno, było to dla mnie jedno z najmniej ulubionych imion żeńskich; rzecz jasna nie bez powodu; a tu proszę… No więc dostałem od Magdy maila, jako odpowiedź na mojego. Zamieszczę jego treść jutro. Dziś tylko wspomnę, że był bardzo miły.
Mam problem z dostaniem się na serwer, a jest już 4:20 w nocy, więc pójdę spać. A godzina tak późna, bo Asia Żochowska
pisała u mnie na komputerze do późna. Potem ją z Pawłem Kuklikiem odprowadziliśmy, no i godzina jest taka jaka jest. Wspomnę jeszcze tylko, że wysłałem Magdzie dwa SMS’y. Jednego w ciągu dnia – ,,środek od kwiatka, który trzeba dobrze podlewać, by wyrosły płatki”. No i prawie że przed chwilą ,,zapomnianą doniczkę”.
Dobranoc.
Wtorek 25.06.2002
Robi się groźnie
).
Fragment korespondencji.
———————————————————————-
Zaczepny!
Od:Sylwester Laskowski
Do:m-a-d-a@wp.pl
Data:Wed, 22 May 2002 01:04:09 +0200Strzeż się Młoda Damo, bo zaczepiam i to w sposób nie koniecznie cny!
Dziękuję raz jeszcze za przyjęcie zaproszenia na weselicho.
Do usłyszenie i zobaczenia.– Sylwek
———————————————————————-
)
Od:Sylwester Laskowski
Do:m-a-d-a@wp.pl
Data:Sun, 23 Jun 2002 16:57:29 +0200Wiem, że się powtarzam, ale ufam, że nie jest to nudne!
Bardzo, bardzo się Cieszę, żę zechciałaś
pójść ze mną na wesele – Młoda Damo
o śmiechu jak słońce!Dzękuję raz jeszcze!
– Sylwek
———————————————————————-
Od:Sylwester Laskowski
Do:Magdalena Szczepańska
Data:Mon, 24 Jun 2002 13:41:53 +0200On Mon, Jun 24, 2002 at 12:29:36PM +0200, Magdalena Szczepańska wrote:
>
> Mój Ty Tancerzu!
>
> To raczej ja zostałam zaszczycona zaproszeniem i naprawdę
> wspaniale się bawiłam.
> Cmok!Nie wiem czy Waćpanna zdaje sobie z tego sprawę, że
po takich „Cmokach” to chłopaki nie mogą potem spokojnie
spać? Całe to szczęście, że ów list czytam (no trudno to
nazwać porankiem) na początku dnia. Tak więc jest szansa,
że do wieczora trochę ochłonę ;o)A co do zabawy i tego jaką ona była. Już Ci o tym mówiłem,
ale to cudowne uczucie widzieć, że to, co mniej lub bardziej
zaradnie wyczyniasz względem, lub wokół tej, z którą właśnie
tańczysz, spotyka się z tak przychylnym przyjęciem i to na
dodatek przez całą noc! A tak się właśnie czułem. I to nie
przesada, gdy Ci piszę, że masz „uśmiech jak słońce” (teraz
Ty nie będziesz mogła zasnąć ;o).Z cyklu „dziewczyny i chłopaki” są takie dwa zdjęcia, które
niezmiernie mi się podobają. Na obu motyw jest taki sam.
Pierwsze zdjęcie to dawna reklama kawy Jacobs. Drugie, to
reklama Nokii (telefony komórkowe). To drugie wykorzystałem
jako okładkę do jednej z książek od Matematyki)
No więc na tych zdjęciach (na jednym Arab, na drugim Eskimos)
wlepia radośnie swój nochal w nos wdzięcznej niewiasty.
Dodać trzeba, iż to wlepienie jest naprawdę soczyste!
To, co mnie w tych zdjęciach szczególnie poruszało to to,
że na obu owe niewiasty te „nochale” przyjmowały z pełnym
wdzięku uśmiechem (chciałoby się włożyć w ich usta znany już
nam obojgu tekst „spadaj koleś!”, ale mówiony w taki sposób,
że nikt nie ma złudzeń, że owi panowie nie powinni spadnąć
ani na zbyt długo, ani zbyt daleko!). Te obrazy, które tu przytoczyłem
oddają myślę właściwie, to jak się czułem tańcząc z Tobą.
Och, Magdo!– Sylwek
——————————————————————
Oj!
Od:Magdalena Szczepańska
Do:Sylwester Laskowski
Data:Tue, 25 Jun 2002 12:25:44 +0200Miałam dzisiaj straszny sen. Śniło mi się, że ktoś rzucił we
mnie doniczką! Ale najgorsze okazało się rano – to była prawda!Dziękuję! Kwiatek ma się teraz znacznie lepiej. Gorzej ze
mną. Zwłaszcza po tym, co przed chwilą przeczytałam. Dobrze, że
do wieczora daleko. Może jakoś usnę.Magda
———————————————————————-
Re: Oj!
Od:Sylwester Laskowski
Do:Magdalena Szczepańska
Data:Tue, 25 Jun 2002 14:10:17 +0200On Tue, Jun 25, 2002 at 12:25:44PM +0200, Magdalena Szczepańska wrote:
>
> Miałam dzisiaj straszny sen. Śniło mi się, że ktoś rzucił we
> mnie doniczką!Ależ to okropne! Potworność. Łe.
> Ale najgorsze okazało się rano – to była prawda!
;o)
> Dziękuję!
)
)
)
> Kwiatek ma się teraz znacznie lepiej.
Za chwilkę coś mu jeszcze prześlę i trzeba będzie wymyślić
kolejne słowo z cyklu przysłówków, mocniejsze od ‘znacznie’.> Gorzej ze mną.
Biedactwo. Niech no ja tylko tego drania dorwę!
(Ogólnie jestem lichej postury, ale mam silnych kolegów ;o)> Zwłaszcza po tym, co przed chwilą przeczytałam.
Oj nie czytaj takich okropności… zbyt często.
> Dobrze, że do wieczora daleko.
Oj dobrze, oj dobrze.
Niech tym razem śnią się rzeczy wdzięczniejsze… np. kubek?!
(Nie sugeruję wody, bo to w nocy jest niebezpieczne. Czasem śni
mi się, że się nie mogę… (o wybacz mą bezpośredniość)… wysikać
i gdy się budzę, to taki jestem szczęśliwy, że nie mogłem ;o)> Może jakoś usnę.
Solidnie porozmawiam z moim Aniołem stróżem (co najmniej ze trzy razy
jeszcze dzisiaj) aby nie mniej solidnie porozmawiał z Twoim, co by
się Tamten (chyba chętnie Go poznam) w końcu stosownych do miary
Podopiecznej bajek nauczył.> Magda
Łał!
Pa!
– Sylwek
———————————————————————-
Przed sekundą wysłałem SMS’a następującej treści:
U – to jest kubek. Woda lubi kubek. Kwiatki lubią wodę. Magda
lubi kwiatki, a Sylwek lubi…
Już środa, choć tak jakby wtorek.
Jest już 2:29 w nocy, czyli środa, ale to ciągle tak jakby jeszcze wtorek. Wróciłem właśnie z Sulejówka, gdzie była impreza u Wioli Prachnio. Asia Żochowska była w tym czasie u mnie w pokoju i korzystała z komputera. Zostawiła mi kartki następującej treści:
Pierwsza:
Na pewno jesteś pijany… Ale z Ciebie chlajus…
Asia to równa dziewczyna ;o) Dalej było kilka słów podziękowania.
Na drugiej kartce było napisane:
Sylwku! Przekazuję pozdrowienia od Magdy…
Była w pobliżu i dzwoniła do Ciebie.
A ja tymczasem posłałem Magdzie serwetkę pod doniczkę SMS’em.
Sprawę muszę traktować poważnie. Na samej zabawie daleko się nie zajedzie. Uczuciom (tylko im, a tym bardziej przede wszystkim im) nie mogę ufać. To zły doradca. Twarda decyzja i wierność jej. Solidna praca i oddanie. Dialog i otwartość, zaangażowanie i słuchanie natchnień. Wrażliwość na potrzeby drugiej strony i pomysłowość w ich zaspokajaniu. No i łaska Pana Boga – to jedyny
pewny gwarant sukcesu i dobrego życia. Bądź uwielbiony mój dobry Panie!
Środa 26. 06. 2002 – Decyzja
Nie przypuszczałem, że stanie się to tak szybko. Dziś poproszę Magdę, aby zechciała… rany julek!… zostać moją dziewczyną. Nie mogła dziś spać w nocy. Przypuszczam, że to z mego powodu. Wymieniliśmy mejle, a ja wysłałem jej SMS’a z serwetką pod doniczkę. Treści maili nie mogę teraz zamieścić bo niedostępny jest serwer.
,,Nie mogła dziś spać…”. Gdy do niej zadzwoniłem by zaprosić ją na spacer lub koncert dyplomowy Ewy Barczyńskiej, właśnie spała.
Była zmęczona. Przyjęła zaproszenie i poprosiła o męską decyzję odnośnie tego, gdzie mam ją zaprosić. „Męską decyzję…”
Nie wolno mi się bawić jej uczuciami, śląc pierdułki (proszę wybaczyć to wyrażenie), a przy tym nie rozwiązując zdecydowanie w sobie kwestii tego, o co mi chodzi.
To urocze, ale ta decyzja jaką już podjąłem, daje mi pokój. To ów porządek, ład jakiego potrzebuję ja i myślę, że Magda również, świadomość pewności na czym się stoi, to daje pokój i pozwala prawdziwie i mądrze budować. Dziękuję Ci Panie za to, bo myślę, że Magda się zgodzi. Odważy się mi zaufać i będę mógł (no bądźmy szczerzy, oprócz możności pojawi się niewątpliwy obowiązek ;o) się już odtąd otwarcie za nią modlić i nią opiekować. Ucz mnie czym jest miłość, czym jest ofiara, czym jest służba i oddanie. I pomóż, tak jak Twoi święci, kochać i gotowym być dla tej miłości umierać każdego dnia (no nic, tylko trzeba mi będzie znów o rozsądne godziny snu powalczyć).
Niech się nie trwoży serduszko Twoje, Siostrzyczko Moja Piękna.
To treść ostatniego SMS’a jaki przed chwilą do Magdy wysłałem. Spotkam się z nią o 18:00.
Ciągle środa 26. 06. 2002
Zaraz opowiem jak było. Najpierw zamieszczę jednak maile.
———————————————————————-
Kubek z wodą dobrze zrobiły kwiatkowi – * zobacz jak rozkwita!
A jak pachnie! Mmm.Obawiam się, że z Twoją lichą posturą nic nie wskurasz w
sprawie doniczki. Chyba muszę poprosić moich kolegów!Nie postarał się coś ten Twój Anioł Stróż! W ogóle nie mogłam
zasnąć. A dziś musiałam wstać rano na rozmowę z moją panią
promotor. Już kolejny raz idę do niej niewyspana (bynajmniej nie
z naukowych powodów). A ona pewnie sobie myśli: ‘Biedactwo! Uczy
sie po nocach, ale bez żadnych zadowalających rezultatów.’Byłam wczoraj w Rivierze, na pięterku sklepiku i nie mogłam
oprzeć się pokusie, żeby zobaczyć Twoje „biuro”. Niestety, nie
zastałam gospodarza. Ale nie martw się! Nic straconego! Bedę tam
jeszcze jutro rano, mogę Cię odwiedzić! Chociaż, może lepiej nie
(ten Twój niski głos o poranku!).A właśnie, zjadłeś śniadanie, czy obiad? ;o))
Magda
Bym zapomniała! Dziekuję za serwetkę. Mam już jedną __, ale
będę miała na zmianę.———————————————————————-
Re: Zgadnij, kto?
Od:Sylwester Laskowski
Do:Magdalena Szczepańska
Data:Wed, 26 Jun 2002 11:37:34 +0200On Wed, Jun 26, 2002 at 11:07:03AM +0200, Magdalena Szczepańska wrote:
>
> Kubek z wodą dobrze zrobiły kwiatkowi – * zobacz jak rozkwita!Śliczniutko. Tylko chyba potrzeba mu łodyżki…
> A jak pachnie! Mmm.
Chyba jednak łodyżka nie jest niezbędna.
Chociaż…> Obawiam się, że z Twoją lichą posturą nic nie wskórasz w
> sprawie doniczki.Hm. W średniej szkole koledzy przynieśli kiedyś rękawice bokserskie.
Stanąłem do walki z kolegą niemalże dwa razy (no nie większym, ale)
szerszym niż ja. Kilka minut później jeden z nauczycieli (a rzecz
działa się w trakcie lekcji na korytarzu, oczywiście my byliśmy już po
lekcjach) zauważył jak chłopcy ciągną za nogi chłopaka w rękawicach
bokserskich na dwór, aby ułatwić mu odzyskanie zdolności walecznych.
Jak myślisz, którego z nas dwóch ciągnęli?> Chyba muszę poprosić moich kolegów!
Tylko opowiedz im wcześniej o tej historyjce, aby mieli świadomość
co ich czeka. A swoją drogą (prócz anioła), to ich także chętnie
zapoznam.> Nie postarał się coś ten Twój Anioł Stróż!
O ile jest mi wiadomo, to mój się postarał. Może Twój… o wybacz
to podejrzenie… zasnął?> W ogóle nie mogłam
> zasnąć.Oj niedobrze.
> A dziś musiałam wstać rano na rozmowę z moją panią
> promotor.Potworność.
> Już kolejny raz idę do niej niewyspana (bynajmniej nie
> z naukowych powodów).Jeśli jakkolwiek stałem się tego przyczyną, to bardzo mi… miło.
No i jednocześnie przykro za razem, bo jednak sen i nauka to ważne
sprawy. Ale cóż ja mogę poradzić.> A ona pewnie sobie myśli: ‘Biedactwo! Uczy
> sie po nocach, ale bez żadnych zadowalających rezultatów.’Zadowolą. Na pewno zadowolą.
> Byłam wczoraj w Rivierze,
Już wiem
)
> na pięterku sklepiku i nie mogłam
> oprzeć się pokusie,walcz z pokusami!
> żeby zobaczyć Twoje „biuro”.
No są co najmniej dwa – sypialno-komputerowo-pisaniowe i
muzyczno-modlitewne.> Niestety, nie
> zastałam gospodarza.To też już wiem
(
> Ale nie martw się! Nic straconego! Będę tam
> jeszcze jutro rano, mogę Cię odwiedzić!No nie udało się jak widzę.
> Chociaż, może lepiej nie
> (ten Twój niski głos o poranku!).No i mamy uzasadnienie. Ale jakże wdzięczne, tylko szkoda, że
tak mało ode mnie zależne (no na upartego mógłbym cały czas
spać i wstawać dopiero wtedy, gdy ktoś (a raczej Ktosia) miałby
przyjść.> A właśnie, zjadłeś śniadanie, czy obiad? ;o))
Jeszcze nie, bo piszę maila.
> Magda
>
> Bym zapomniała! Dziekuję za serwetkę. Mam już jedną __, ale
> będę miała na zmianę.
)
Chciałbym Cię zaprosić na spacer. Przeczuwam jednak, że ów list
przeczytasz już po spacerze ;o)Do usłyszenia. Bądź dobra i dzielna!
– Sylwek
———————————————————————-
No ciekawe czy jeszcze jesteś!
Od:Sylwester Laskowski
Do:m-a-d-a@wp.pl
Data:Wed, 26 Jun 2002 11:16:20 +0200Przed chwilą mówili w radio, że jesteś na uczelni.
Więc pomyślałem, że może Cię znajdę, przy jakimś komputerze.
Szukam, szukam, szukam…———————————————————————-
Za późno?
Od:Magdalena Szczepańska
Do:Sylwester Laskowski
Data:Wed, 26 Jun 2002 12:08:16 +0200Jestem pod wrażeniem! 12.00, a Ty już na nogach! Co za ranny
ptaszek. Właśnie jestem po rozmowie z panią promotor. Właściwie nic
jej nie dałam, a jednak była zadowolona.Dostałam łodyżkę. Może się przydać, bo kwiatek rośnie i rośnie.
Przeczytałam zaproszenie na spacer i jeśli będziesz nalegał,
to może dam się wyciągnąć.Do zobaczenie. Pa!
Magda———————————————————————-
No mogę być z siebie dumny, choć to zaledwie początek drogi. Zaraz po telefonie sprawdziłem pocztę i był list od Magdy. Był dość lekki w treści (to ten ostatni) i to wybiło mnie z pewności, że dobrze robię.
Nic to! Poszedłem.
Zaproszenie do Wspólnej Drużyny
Msza skończyła się troszkę wcześniej. W drodze odmawiałem koronkę do Miłosierdzia Bożego. Przyszedłem na miejsce. Od razu było widać i czuć (Zapach ten czuję do teraz włącznie), że będą się działy rzeczy wielkie. Była też dość niezręczna atmosfera (dla mnie) tak więc szybko zaproponowałem, byśmy wyszli na spacer.
Nie mogłem się w ogóle skupić na tym co Magda mówiła, gdy szliśmy w stronę Łazienek. Wreszcie, gdy weszliśmy na nieco bardziej zielony teren przeszedłem do rzeczy. To był naprawdę długi wstęp (choć improwizowany to myślę, że niezły)! Zakończyłem go mniej więcej tak: ,,… dlatego chciałbym Cię prosić, abyś mi zaufała i zechciała zostać moją dziewczyną.” Odpowiedź nie była krótka i miałem w niej swój udział. Mówiliśmy o tym, że się boimy, że się nie znamy, że nie wiadomo tak naprawdę, co to miałoby oznaczać
,,bycie razem”.
Wreszcie sytuacja wyklarowała się na tyle jasno, że było oczywiste, że od teraz Magda jest moją dziewczyną, a ja jestem jej chłopakiem.
I tu się zaczął kryzys…
Niespodziewana zmienność uczuć
Poczułem, że tak mi ta decyzja zaciążyła, a Magda wydała się taka obca… miałem ochotę szubko to wszystko odwołać. Magda zaczęła karmić gołębie słonecznikiem, a ja nie wiedziałem co mam z sobą zrobić.
Potem jeszcze idąc jakiś czas nie potrafiłem się skupić, zrozumieć o czym Ona (Taka obca!) do mnie mówi. Było strasznie niezręcznie… strasznie… Magda to czuła. Próbowaliśmy rozmawiać dalej, troszkę jak dwoje obcych ludzi, którzy nagle mają za sobą szaleć.
Czas przyniósł uleczenie…
Powrót na dobre tory
Nawet nie potrafię powiedzieć kiedy to się dokładnie stało. Ale oswoiłem się z tą myślą, z tą decyzją, i zaczęło być miło. Im dłużej rozmawialiśmy, tym myślę, że było nam łatwiej i lepiej. Z czasem było już dobrze. Zacząłem nawet powracać w rozmowie do tej trudnej sytuacji, mówiąc jak mi ona ciążyła (zresztą powiedziałem o tym jeszcze chyba z trzy razy).
Im dłużej rozmawialiśmy tym było nam lepiej.
A o czym była rozmowa?
Nie przypomnę sobie wszystkiego. Troszkę o tym co Magda czuła przed, w związku z tą całą sytuacją (Hm. Powiedziała, że było jej
przykro, gdy w poniedziałek nie przyszedłem. Kupiła sok ;o), o tym jaki nadać kształt relacji (postanowiliśmy jeszcze się nie ujawniać), o przyszłej pielgrzymce i o tym jak na niej być (Będę szedł w Czerwono-żółtej, a do Biało-czerwonej wpadał na niektóre etapy), o tym, że się boję, bo lubię się uczyć, a nie lubię rozmów o niczym i że nie będę do niej przychodził oglądać telewizję, o innych dziewczynach i chłopakach, o zazdrości i otwartości na innych, o tym, że to jeszcze nie miłość (to już w domu, kiedy było naprawdę super. Widziałem jak Magda na mnie patrzyła i wiedziałem, co czuję i że się cieszę), o krucjacie i o tym, że Magda chce
wrócić, o kręglach i jej Tacie i o tym, że kręgle mogą mi się nie spodobać (Przypuszczenie Magdy), o weselu, o Asi Żochowskiej i o tym, że ukuło… ha, ha!… i o Asi, co ma oczy jak niebo, a Magda ją bardzo lubi.
Odmówiliśmy dziesiątkę różańca, a wychodząc z domu (tj. z Zamku!) chwała Ojcu w kaplicy.
Ucałowałem w rękę i poszedłem do domu.
Jutro umówiliśmy się o 16:00 na Placu Trzech Krzyży na mszę. To w ramach ukrywania się. A po powrocie posłałem szybkiego:
% – to jest motylek. Motylki potrzebują kwiatków,
a kwiatki motylków, ale nie tak bardzo jak słońca.
Oj jakże ciężko się uczyć…
Dopowiedzenie z nocy (1:40
30 września 2009
Ostatecznie o tym, że jesteśmy razem poinformowaliśmy innych bardzo szybko. I uważam to, za słuszną decyzję
Kocham Moją Żonę! =:Oo:<
Sylwek



